
NASZA KLASA
II Liceum Ogolnoksztalcace im. Kazimierza Jagielonczyka w Elblagu
Profesor Barbara Jakubowska
Mature zdawalismy w 1976. Nie uwazalismy sie za pokolenie wyjatkowe. Nie mielismy wielu sukcesow. W szkole nie bylo wywrotowej organizacji, nie organizowalismy 'happeningow' takich jak przykuwanie sie do drzew lancuchem, aby popierac ochrone przyrody. Nie interesowala nas polityka, nie mowilo sie o demokracji, nie uczono tolerancji. Religia byla sprawa prywatna.
Samorzad szkolny wywalczy 'poniedzialki bez mundurka', mielismy konkurs 'Wielkiego Skoczka' dla tych ktorzy chcieli otrzasnac sie z opini 'marnego ucznia'. Na Wychowaniu Obywatelskim, raz w miesiacu, wolno nam bylo dyskutowac na wybrany przez siebie temat. To wszystko. Takie to byly nasze sukcesy! Ach, zapomnialam - w pierwszej klasie przodowalismy w zbiorze burakow.
Bylismy pokoleniem z 'kluczem na szyi': Pokoleniem zapracowanych rodzicow. Do szkoly chodzilo sie szesc dni w tygodniu. Mielismy swoje male momenty kontestatorskie. I tak pamietam dyskusje nad filmem 'Dyrektorzy', ktory odwaznie spojrzal na balaganiarstwo w zarzadzaniu fabrykami. Wtedy to juz bylo 'wolno'. Tak! samokrytyka byla wowczas w modzie.
Jednoczyly nas zwykle szkolne sprawy lub psikusy; niechec do jakiegos nauczyciela lub lektury, afery 'kto zamknal dzwi' urastaly do rangi dramatu. Bralismy udzial w szkolnych akcjach kolekcjonowania makulatury i zlomu, chodzilismy do teatru 'ze szkola' i bylismy naiwnie romantyczni. Ot! byl z nas taki jeszcze jeden … socjalistyczny rocznik.
Imponowal nam intelektualizm, elokwencja i blyskotliwosc. Kujonow sie szanowalo! W klasie nikt nie byl 'zydem' lub 'szlachcicem', nikt nie mowil o pochodzeniu i pieniadzach. Panowal jednak podzial na 'miasto' i 'wies'.
Lubilismy poezje, podkochiwalismy sie co tydzien w kims innym i balismy sie klasowek. Na przerwie bylo …'daj ugrysc...' lub ...'odpisac matme...', a do domu szlo sie razem.
Nie byloby czym specjalnie chwalic sie, gdyby nie tym, ze wiekszosc z nas wyrosla na przyszwoitych ludzi. Przez cale Liceum bylismy zwarta grupa i taka grupa poszlismy w zycie. Poznie to juz bylo inaczej. Kazdy sam musial sobie jakos radzic.
Taki to byl nasz swiat. Prosty, a jednak brawny. W czym tkwi najwiekszy nasz sukces? Mysle, ze w przetrwaniu.
Z dedykacja mojej klasie, Mira Statkiewicz-Kwasik
Lipiec 2001